Chińska kultura

Chiński punkt widzenia

Chiny to wielki, ludny i zróżnicowany kraj. Dlatego bardzo trudno jest formułować jakiekolwiek uogólniające oceny lub wygłaszać opinie rozciągające się na całe Państwo Środka. Pozostaje subiektywny punkt widzenia. Dlatego od razu zastrzegam – ja Chiny lubię. Lubię też Chińczyków.

Maybach i Louis Vuitton, czyli Chińczyk chce być bogaty

– Zobacz, jeszcze pięć lat temu tych sklepów tu nie było – oznajmił jeden z moich chińskich współpracowników, gdy wyjechaliśmy z tunelu pod rzeką Huang Pu, tuż obok Perły Orientu, niegdyś najwyższego budynku w Szanghaju. – A czy wiesz, że teraz co trzecia młoda mieszkanka mojego miasta nosi torebkę od Louisa Vuittona? – zapytał retorycznie.

Rzeczywiście, widok firmowych salonów oferujących towary konsumpcyjne najbardziej znanych światowych marek robi wrażenie nie tylko na przybyszu z Polski. Są i na Pudongu, gdzie akurat jechaliśmy, ale przede wszystkim na ulicy Nankińskiej, handlowej wizytówce bogatego Szanghaju. Mimo wysokich cen sklepy nie świecą pustkami. Jest popyt, jest i podaż. Są pełne półki, a w roli kupujących występują przeważnie miejscowi – Chinki i Chińczycy. I – choć to słabe pocieszenie nawet dla przedstawicieli bogatszych od nas nacji – jest tu dosyć drogo. To samo w Londynie czy Paryżu można kupić o jedną trzecią taniej. Ale nie wolno dać się zwieść temu sielankowemu obrazowi. Przede wszystkim Szanghaj i całe wschodnie wybrzeże to nie są „prawdziwe” Chiny (te zobaczymy w interiorze), a i tu można bez trudu dostrzec szalone kontrasty, które obrazuje na drodze symbioza Maybacha i rozklekotanego roweru.

Dumna klasa średnia

Tajlen Jin, niespełna trzydziestoletni Chińczyk, jeden z pracowników Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2010, mówi o swoim kraju z wyraźną dumą. Dobrze wie, że współczesne Państwo Środka zadziwia cały świat. Jest przekonany, że druga gospodarka naszego globu (jego gospodarka!) będzie wkrótce pierwsza; mówi, że prześcignięcie Stanów Zjednoczonych to tylko kwestia czasu, kilku, może kilkunastu lat. Tym samym potwierdza, pewnie bez złych intencji, że ugruntowana przez wieki w chińskiej świadomości wyższość nad innymi narodami trzyma się dobrze. Trzeba ją, co prawda, umacniać posiadaniem jakiegoś markowego, zachodniego gadżetu, ale cóż – signum temporis.

Tajlen Jin chce dołączyć do klasy średniej – chińskiej społeczności konsumpcyjnej, liczącej już teraz (bagatela) około 300 mln ludzi i zapatrzonej w amerykańskie wzorce. Nie jest synem bogatych rodziców. Musi do swojego wyśnionego statusu dojść samodzielnie. Expo to ważny etap jego kariery. Funkcja szefa pionu logistyki Pawilonu Polski i dobre referencje potwierdzone okrągłym stemplem Wystawy Światowej pozwolą mu ubiegać się o coraz wyższe stanowiska, najlepiej w sektorze prywatnym – rodzimym lub zagranicznym. Pomoże mu w tym nowiutki, opasły wizytownik, świadczący o zawiązanych dopiero co rozległych znajomościach, bez których w Chinach ani rusz.

Prestiż i pieniądze

Chiński kierownik logistyki Pawilonu Polski jest typowym przedstawicielem pokaźnej grupy młodych, dobrze wykształconych Chińczyków, z reguły apolitycznych, aspirujących do osiągnięcia szybkiego sukcesu zawodowego i finansowego. A to daje i prestiż, i pieniądze. Pozycja potrzebna jest po to, by w hierarchicznym społeczeństwie cieszyć się uznaniem innych, pełne konto – by móc sobie pozwolić na ładną żonę, komfortowy apartament, duży samochód i markowe ubrania. Przy okazji: idę o zakład, że za kilka lat karta biznesowa Tajlen Jina będzie łakomym kąskiem dla wszystkich, którzy postanowią realizować podobne cele. Dlatego gdybym był polskim przedsiębiorcą, już niedługo stawiałbym na niego i jemu podobnych. Zanim jednak to nastąpi, biznesmeni z Polski i innych krajów świata skazani są przeważnie na obecnych „nosicieli” prestiżu i pieniędzy – wywodzących się z aparatu partyjnego Chin, zarządców lub – coraz częściej – właścicieli poważnej części chińskiej gospodarki.

Konfucjusz, Sun Tzu i Deng Xiaoping

Czy motywacje przyszłego partnera polskich biznesmenów stoją w sprzeczności z chińską tradycją? Nie, gdyż są współczesną emanacją konfucjanizmu, do którego powrót jest tu aż nadto widoczny. Przecież myśl, że „złoto nie karaluch, samo do domu nie przyjdzie”, zachęca wprost do przedsiębiorczości, a sentencja, że „na drzewie dobrych intencji jest wiele kwiatów, lecz mało owoców”, przestrzega przed bujaniem w obłokach. Ale uwaga: Chińczycy, jako mistrzowie sprzeczności, idee harmonii Konfucjusza łączą coraz częściej z przekazem wynikającym z traktatu Sun Tzu pt. „36 strategii”. A to nic innego jak sztuka wojny, czyli „jak wygrać za wszelką cenę”. Stąd zapewne u Chińczyków tak wiele pragmatyzmu biznesowego, który na nowo zdefiniował Deng Xiaoping na początku lat osiemdziesiątych minionego stulecia, mówiąc: „Nie jest ważne, czy kot jest czarny czy biały, ważne, by łowił myszy”.

Kierunek: wschodnie wybrzeże?

To przyzwolenie na robienie interesów z całym światem Chińczycy potraktowali poważnie. Jednak władze nie byłyby sobą, gdyby dopuściły do pospolitego ruszenia biznesowego wszystkich naraz. Jak zdecydowały, tak zrobiły. Dlatego wcześniej otwarte na międzynarodową współpracę wschodnie wybrzeże Chin, a w szczególności delta rzeki Jangcy, jest teraz wyraźnie przesycone obecnością niechińskiego kapitału i towarów, a cały interior dopiero wita zagranicznych pionierów. Dlatego gdybym był przedsiębiorcą i miał decydować, gdzie w Chinach szukać swojej szansy, ominąłbym szerokim łukiem wschód i zapuściłbym się w głąb Państwa Środka. Na przykład do największego miasta świata, Chongqingu. Wybrałbym jedną z kilkunastu tamtejszych dzielnic (najpewniej jakąś niewielką, zaledwie milionową). Tam jeszcze przeważa konfucjanizm, choć drapieżna sztuka negocjacji wykorzystywana jest nawet przy kupowaniu warzyw na bazarze.

Chińska mapa świata

Nie zrażałbym się tym, że i tamtejsi Chińczycy o Polsce wiedzą mało. Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo gdy chiński uczeń staje przed mapą świata, na której w samym centrum są Chiny właśnie, trudno mu dostrzec jakiś stosunkowo nieduży, daleki kraj. Bardziej światli dorośli są przekonani, że Polska znajduje się gdzieś na peryferiach Europy. Niektórzy sądzą, że jesteśmy jakąś wschodnią częścią byłego Związku Radzieckiego. Że produkujemy samochody „Dacia”. Że naszą specjalnością są „matrioszki”. A Wojtyła? A Wałęsa? Cóż to za ludzie? – Nie, nie znamy – mówią. Na osłodę zostaje Fryderyk Chopin i Maria Curie­-Skłodowska. No, może jeszcze Kopernik. O nich uczy się w tutejszych szkołach, choć niewielu Chińczyków pamięta, że byli oni Polakami. Jest jednak jeden wyjątek. Ciągle jeszcze blaskiem przyjaźni świeci „Chipolbrok”, sześćdziesięcioletnia ikona polsko­-chińskiej współpracy, pierwsze joint­-venture w Chinach.

Co na to socjolodzy?

Dacii, matrioszek, Wałęsy i Wojtyły jako przykładów nieznajomości Polski w Chinach nie wyssałem z palca. To wszystko autentyczne wątki rozmowy „na wysokim szczeblu” z chińskim urzędnikiem, szefem organizacji skupiającej ponad 30 tys. małych i średnich szanghajskich firm, który – jak sam stwierdził – przygotował się starannie do spotkania z Polakami. To przykre doświadczenie znajduje potwierdzenie w wynikach unikatowych badań, przeprowadzonych jeszcze przed EXPO (w roku 2007) przez Instytut ARC Rynek i Opinie na zlecenie Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Jednak w miejsce słupków i diagramów proponuję pochodzące z tego opracowania głosy trojga Chińczyków. Głosy, które – moim zdaniem – zupełnie nieźle oddają stan wiedzy obywateli Państwa Środka o naszym kraju i ich doświadczenia z pobytu w Polsce. Ale uwaga: to opinie jednostkowe, pochodzące od ludzi wykształconych, a ich uogólnianie obarczone jest dużym ryzykiem. Jednak trudno kwestionować ich wartość poznawczą (dla mnie – miejscami – także humorystyczną).

Głos 1: „Mało jest osób z długimi brodami i dużymi nosami”

Wiedziałam, że Polska leży w Europie, Polacy więc będą raczej mieli niebieskie oczy, ale nie bardzo wiedziałam, jaka jest tu kultura, jacy są ludzie. Mieliśmy wcześniej styczność z Rosjanami, dlatego myślałam, że Polacy będą do nich podobni, to znaczy raczej grubiańscy, nieprzyjemni.

O Polakach nie wiedziałam przed wyjazdem dużo, ale wydawało mi się, że powinni być wysocy i raczej grubi – ponieważ ludzie na Zachodzie jedzą dużo sera i tłustych rzeczy, więc powinni być grubsi od Chińczyków. Ale zauważyłam, że nie są aż tak wysocy jak myślałam, są podobni do Chińczyków z Północy.

Po przyjeździe do Polski okazało się, że moje wyobrażenia są zupełnie różne od rzeczywistości. Były to różnice zdecydowanie na plus. Przede wszystkim dotyczyły ludzi. Po pierwsze okazało się, że mało jest osób z długimi brodami i dużymi nosami. Myślałam, że Polska przypomina Chiny, a kiedy tu się znalazłam, okazało się, że nie ma tu tak dużo ludzi, wszędzie są ładne domy, budynki, piękne lasy i krajobrazy. Przepiękny jest też Bałtyk, złocisty piasek, który przypomina mąkę.

Głos 2: O obchodzeniu przepisów

W niektórych instytucjach, takich jak bank czy firma ubezpieczeniowa, obsługa jest niegrzeczna, niekulturalna, sprawia wrażenie, jakby nie potrafiła rozmawiać z klientem. Urzędnicy są strasznie powolni, załatwiają wszystko bardzo długo, nie są elastyczni, są tacy sztywni w załatwianiu spraw. I bardzo wolno pracują. W Polsce załatwienie jakiejkolwiek sprawy trwa bardzo długo. W Chinach sprawy załatwia się jednak szybciej, ludzie są serdeczniejsi, bardziej otwarci do obchodzenia przepisów, jeśli jest to możliwe.

Negatywna jest sprawa efektywności pracy, nie bardzo to rozumiem. Nikt w urzędach nie mówi po angielsku, w bankach, na poczcie trzeba bardzo długo czekać. Największe rozczarowanie i problem to niska efektywność pracy. To już zaczęło się od wizy, straciłem strasznie dużo czasu, zanim udało mi się ją załatwić, nie było dobrej informacji i organizacji pracy.

Głos 3: O polskiej gościnności

Najbardziej rozczarowało mnie podejście Polaków do Chin i Chińczyków. Nie wiem, z czego to wynika, może z historii. Nie mają dużej wiedzy o Chinach. Mam nadzieję, że wraz z rozwojem gospodarki chińskiej coraz więcej Polaków będzie przyjeżdżało do Chin, a Chińczyków do Polski, i że będą się lepiej poznawać. Niektórzy Polacy nie lubią Chin. Nie znają współczesnych Chin.

Również moje wyobrażenia o Polakach zmieniły się dość znacznie po przyjeździe do Polski. Przed przyjazdem miałam bardzo pozytywne zdanie o Polakach. Teraz, jeśli miałabym starać się obiektywnie powiedzieć coś o tej zmianie, to dotyczy ona tego, że Polacy mają pewien brak, pewną wadę, którą jest brak tolerancji. Mam odczucie, że nie są zbyt przyjaźni i mogłabym tu podać wiele przykładów. Nie zawsze wiedzą, w jaki sposób traktować obcokrajowca.

EXPO jako szkoła międzykulturowości

No cóż. Wiele jest jeszcze do zrobienia, by runęły stereotypy na temat Polski pojawiające się w Chinach. Jeszcze więcej trzeba uczynić, by Chińczycy zechcieli uczyć się Polski, postrzegać nasz kraj jako atrakcyjne, położone w sercu Europy, nowoczesne i silne gospodarczo państwo, otwarte na współpracę międzynarodową, a Polaków – jako ludzi dobrze wykształconych, ambitnych i przyjaznych Chinom i Chińczykom (mimo wyjątków, których nigdzie nie brak).

Wystawa Światowa w Szanghaju pokazała obywatelom Państwa Środka, że w jednym miejscu, w jednym czasie, na jednym terenie mogą spotkać się przedstawiciele prawie dwustu narodów. Najpierw była ciekawość, potem próby wzajemnego poznania. Po niedługim czasie można było obserwować zawiązujące się przyjaźnie. W końcu stworzyła się różnorodna, kolorowa, ciężko pracująca, ale także w wolnym czasie rozbawiona, pełna uśmiechu i wzajemnej życzliwości, pomagająca sobie nawzajem „społeczność Expo”. To dowód, że komunikacja interkulturowa nie tylko jest możliwa, ale i bardzo potrzebna. Tak jak potrzebne jest życzliwe zrozumienie pomiędzy Polską a Chinami.

Próba konkluzji

Jeśli chcemy lepiej współpracować z Chińczykami, jest ku temu dobra sposobność. Warto dyskontować sukces polskiej obecności na Wystawie Światowej w Szanghaju, podtrzymywać i poszerzać osobiste kontakty między Polakami i Chińczykami, dbać o zawiązane dopiero co, jeszcze kruche sympatie i przyjaźnie.

Bo z obywatelami Państwa Środka jest tak, że tu nie zawiera się przyjaźni i nie robi się interesów pospiesznie, przez internet czy telefon. Najpierw trzeba się poznać, wspólnie pojeść, pogadać, obdarować symbolicznymi prezentami, spotkać się znowu, a jak to nie wystarczy – powtórzyć ów rytuał wiele razy. Trzeba uszanować też inne zwyczaje – wspomnianą już hierarchiczność, godność powiązaną z prestiżem, wyższość umowy ustnej nad pisemną, stempel ważniejszy od podpisu. To jedyna droga do przyszłych sukcesów. Kto jej nie zna, niech się nawet tu nie wybiera.

O AUTORZE
Janusz Daszczyński
– dyrektor Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2010 w Szanghaju. Uznany przez Biuro Koordynacyjne EXPO za jednego z trzech najlepszych szefów pawilonów narodowych (obok Amerykanina i Szwedki). Przez 11 lat dyrektor marketingu i public relations sopockiej grupy Ergo Hestia. W latach dziewięćdziesiątych dyrektor Telewizji Gdańsk i wiceprezes Telewizji Polskiej SA. Wcześniej – zastępca Lecha Bądkowskiego, redaktora naczelnego „Tygodnika Samorządność”, pisma Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

 

Artykuł ukazał się w  najnowszym numerze  „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”, w całości poświęconego tamatyce handlu z Chinami.

http://www.ppg.gda.pl/

dsc053091_180_01

Zamów darmową konsultację
z ekspertem BigChina!

Masz pytania dotyczące importu z Chin do Polski? Możemy Ci pomóc!
Nasz specjalista skontaktuje się z Tobą i udzieli wszystkich potrzebnych informacji.

W trakcie niezobowiązującej rozmowy telefonicznej możesz dowiedzieć się:

Wypełnij formularz, a skontaktujemy się z Tobą w ciągu maksymalnie 24h.