Rynek walut

Aprecjacja juana a chiński eksport

Usztywniony na niskim poziomie kurs chińskiego juana sprzyjał na przestrzeni ostatnich dekad prowadzeniu przez Chiny ekspansji eksportowej i tworzeniu nadwyżki w handlu. W czasie azjatyckiego kryzysu finansowego z 1997 roku stały kurs juana odegrał rolę stabilizującą. Później jednak wokół tempa aprecjacji chińskiej waluty powstały silne kontrowersje, które trwają do dzisiaj.

Amerykańsko-chińska wojna walutowa

Dowartościowania chińskiej waluty domagają się przede wszystkim Amerykanie. Robił to George W. Bush, czyni to także administracja prezydenta Obamy. Zdaniem Waszyngtonu zaniżona wartość juana doprowadza do wzrostu bezrobocia w USA i deficytu w handlu.

Skokowaa aprecjacja juana, rzędu 40% jak postulował Bush, wciąż nie następuje. Ramy czasowe tego procesu kreślą sami Chińczycy, konsekwentnie odrzucając wezwania do gwałtowniejszych poczynań. Argumentują przy tym, że takie kroki doprowadziłyby do katastrofy gospodarczej i załamania eksportu, na którym wciąż bazuje siła gospodarcza Państwa Środka. Nie czują się też odpowiedzialni za problemy na amerykańskim rynku pracy. W ubiegłym roku podczas spotkania z amerykańskimi biznesmenami premier Wen Jiabao przekonywał, że znaczące umocnienie juana nie stworzyłoby automatycznie nowych miejsc pracy w USA, gdyż tamtejsze firmy nie wytwarzają już produktów wymagających tak dużych nakładów siły roboczej.

Przeciw skokowej aprecjacji juana przemawiają także dwa argumenty z historii, o których Chińczycy dobrze pamiętają. Pierwszy pochodzi z roku 1934 r. W dobie Wielkiego Kryzysu administracja ówczesnego prezydenta USA Franklina Roosevelta przeforsowała ustawę skutkującą wzrostem cen srebra, którym Chiny w tamtym okresie płaciły. Efekt? Ekonomiczny chaos i zmniejszenie eksportu po stronie Chin, zaś dla USA brak spodziewanego wzrostu sprzedaży towarów do Państwa Środka. I druga sytuacja, tym razem z połowy lat 80. XX wieku. Zgoda Japonii na aprecjację jena, wyrażona podczas spotkania grupy G-7 w słynnym porozumieniu Plaza Agreement, wpędziła Kraj Kwitnącej Wiśni w tarapaty gospodarcze na ponad dekadę.

Umacnianie wartości juana toczy się więc w tempie dyktowanym przez Pekin. Po bankructwie Lehman Brothers w 2008 roku rząd chiński wobec szalejącego kryzysu finansowego zamroził aprecjację juana na blisko dwa lata. Dopiero w połowie ubiegłego roku podjęto decyzję o powrocie do uelastycznienia kursu juana. Doprowadziła to do umocnienia względem dolara o blisko 5%, co pozwoliło ocieplić nieco relacje w zimnej wojnie walutowej między mocarstwami. Dzięki temu USA zrezygnowały z wpisania Chin na listę państw manipulujących kursem swojej waluty.

Umacnianie juana trwa nadal. Jeszcze na początku roku Stephen Green z banku Standard Chartered, uznany w świecie analityk chińskiej gospodarki, przewidywał, że w nadchodzących 12 miesiącach wartość dolara zmaleje z 6,60 do 6,20 juanów. Jak dotąd prognoza okazuje się trafiona. Jednocześnie oznacza to, że historia kursu walut odnotowała w 2011 r. rekord siły juana wobec amerykańskiego dolara. Przełamując barierę 6,50 za dolara chińska waluta osiągnęła najwyższy kurs od 17 lat.

Mocny juan. Za i przeciw

Co kryje się za tymi liczbami? Konieczny do wyważenia bilans zysków i kosztów dla chińskiej gospodarki. Podstawową zaletą silniejszego juana jest łatwiejsza walka z inflacją, która jest obecnie w Chinach najwyższa od dwóch lat. Większa siła nabywcza waluty pomaga także wzmacniać wewnętrzną konsumpcję, która staje się dla chińskiego modelu rozwojowego coraz ważniejsza jako jeden ze środków radzenia sobie ze skutkami światowego kryzysu finansowego. To także zwiększanie siły nabywczej chińskich importerów, co pozytywnie wpływa na ożywianie globalnej gospodarki. Kolejna przewaga to zatrzymywanie napływu kapitału spekulacyjnego do Chin, stabilizacja rynku kredytów mieszkaniowych i zapobieganie tworzeniu się baniek spekulacyjnych. Do tego należy dodać, że silniejszy juan oznacza niższą cenę płaconą za surowce energetyczne, obficie importowane na potrzeby energochłonnej gospodarki Państwa Środka.

Ale na drugiej szali leżą interesy chińskiego eksportu. Rodzi się pytanie czy stopniowe, acz konsekwentne umacnianie waluty zaszkodzi producentom znad Jangcy wysyłającym swoje towary zagranicę? Dane z pierwszego półrocza 2011 nie potwierdzają jednak tych obaw. Zwiększa się import do Chin w tempie szybszym od eksportu. To fakt, który zaowocował pierwszym od wielu lat deficytem w bilansie handlowym Chin (w I kwartale 2011), ale jednocześnie eksport, nie przestaje rosnąć. W pierwszej połowie 2011 r. do Unii Europejskiej wzrósł o 16,9% w skali roku, a do Polski o 14,4%. Podstawowymi towarami wysyłanymi przez Chiny do Polski są tekstylia, aparatura optyczna, fotograficzna, a także metale (stal i żelazo), różne materiały produkcyjne oraz sprzęt transportowy. Polska pozostaje także największym partnerem Państwa Środka jeśli chodzi o eksport chińskich produktów do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Zwyżka eksportu o blisko 1/5 to wciąż imponujący wynik, który sprawia, że demonizowana niekiedy aprecjacja juana nie musi wcale jawić się w czarnych barwach. Mało tego, lipiec br. przyniósł kolejny wzrost chińskiego eksportu, tym razem w skali globalnej, o pełne 20% w stosunku do roku poprzedniego. Mamy więc do czynienia z sytuacją, która może wydawać się dziwna, ale jest faktem. Rekordowo mocny juan nie przeszkadza biciu kolejnych rekordów we wzroście chińskiego eksportu. Odnotujmy jeszcze, że w tej pozytywnej atmosferze pojawiła się w ostatnich dniach nieoficjalna informacja, jakoby Chińczycy planowali całkowicie uwolnić swą walutę do roku 2015.

Juan dotarł do Polski

Poza losami kursy juana warto przyjrzeć się jeszcze próbom umiędzynarodowienia przez Chiny ich waluty. W połowie 2009 r. doszło bowiem do pierwszej w historii operacji transgranicznego rozliczenia międzynarodowej transakcji handlowej w juanach. Początkowy dystans wobec nowej możliwości dokonywania płatności szybko przerodził się w dynamiczny rozwój. W kwietniu br. transakcje cross-border w juanach dotarły także do Polski, za pośrednictwem banku HSBC. By polskie firmy mogły się w ten sposób rozliczać, muszą spełniać trzy podstawowe warunki. Po pierwsze, posiadać konto w juanach, w ramach którego odbywać się będą przelewy. Po drugie, korzystać z produktów i usług w zakresie finansowania handlu, czyli akredytywy, inkaso, gwarancje zarówno po stronie importowej jak i eksportowej. Po trzecie, zabezpieczać ryzyko kursowe poprzez transakcje spotowe, a w przyszłości także MDE. Należy też sprawdzić, czy nasz chiński kontrahent widnieje w wykazie Mainland Designated Enterprises (MDE), który obejmuje firmy z licencją na międzynarodowe transakcje handlowe w juanach. W szczególności należy zwrócić na to uwagę, gdy chodzi o produkcję przemysłową. W wypadku sektora usług prawo chińskie jest tu bardziej liberalne, dozwalając na transakcje także z firmami spoza MDE.

Autor: Anna Kotfis


Na podstawie:

Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pekinie, Foreign Affairs, Puls Biznesu, Reuters, Forbes, Gazeta Bankowa.

 

Zamów darmową konsultację
z ekspertem BigChina!

Masz pytania dotyczące importu z Chin do Polski? Możemy Ci pomóc!
Nasz specjalista skontaktuje się z Tobą i udzieli wszystkich potrzebnych informacji.

W trakcie niezobowiązującej rozmowy telefonicznej możesz dowiedzieć się:

Wypełnij formularz, a skontaktujemy się z Tobą w ciągu maksymalnie 24h.